Menu

UPADŁA ŚWIĄTYNIA

Stacja początkowa dla pewnej literackiej opowieści z postapokaliptycznej metropolii

Pierwsze zejście w Tunele

foch.pl_dominika.weclawek

Metro, tunele i podziemne zakamarki  zawsze mnie fascynowały. Może to dlatego, że jestem z południa, a może dlatego, że podziemny świat jest po prostu fascynujący i łatwo się w nim zakochać ?

Pamiętam swoją pierwszą w życiu wizytę w podziemnej kolejce: dawno, dawno temu, w odległej galaktyce. Konkretnie to w mieście Hamburg gdzieś na początku lad dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Wspomnienia są mgliste i zaczynają się od niemiłego zdarzenia. Pamiętam popłoch i panikę. Pamiętam bieg po schodach. Pamiętam, że na swoich krótkich, dziecięcych nóżkach nie nadążałam za ojcem. Pamiętam jak złapał mnie za rękę, ale wyślizgnęła mu się. W ostatniej chwili próbował ratować sytuację zaciskając chwyt, ale tylko mnie zadrapał. Bolało. Płakałam. Było mi przykro.  Pamiętam zdenerwowanie mamy. Sygnał ostrzegawczy, zamykające się drzwi i radość - zdążyliśmy. Nie wiem dlaczego ojciec się tak spieszył na ten konkretny pociąg metra, przecież te cholerne wagoniki zasuwają tam regularnie co kilka minut. Nie jechaliśmy w Ważnej Sprawie. Chciał nam tylko pokazać coś, co jego samego zafascynowało, kiedy w poprzedniej dekadzie był jeszcze zwykłym pracownikiem fabryki Airbusa, a my z matką tkwiłyśmy setki kilometrów dalej, na zielonym Śląsku. Co było niezwykłego w metrze z Hamburga? Nie dość, że pod ziemią wiodła tylko część trasy, to w moich wspomnieniach utkwił fantastyczny obraz wagoników zjeżdżających pod rzekę. Gdybym tylko umiała wyławiać z odmętów pamięci te nieco psychodeliczne, zniekształcone przez młodzieńczą percepcję filmy... zobaczylibyście obraz godny Juliusza Verne. No właśnie. Verne, Herbert George Wells i inni - praojcowie steampunku tak wspaniale oddający nadzieje i obawy dziewiętnastowiecznej rewolucji przemysłowej - może to właśnie oni zabrali mnie w pierwszą podróż Tunelami, może nawet podróżowaliśmy wtedy kolejką pneumatyczną? Wiem jedno - ilu systemów kolei podziemnej bym nie widziała, o ilu nie słyszała, ile by mnie nie zachwyciło swym rozmachem, albo - wręcz przeciwnie - prostotą, najbliższe sercu pozostanie Metro Warszawskie.  Nie trudno się więc domyślić, że prędzej, czy później  musiałam też zakochać się w świecie wykreowanym przez Bartka Biedrzyckiego, tym, który przedstawił na kartach powieści "Kompleks 7215". Pamiętam dokładnie moment, w którym po raz pierwszy zobaczyłam nasze metro jego oczami. Był początek 2014 roku, Bartek rzucił w świat zapytanie kto przetestuje e-booka. Cóż... dają - to biorę. Słyszałam już co nieco o tym, że pisze gdzieś w swoim konstancińskim zaciszu jakąś historyjkę z metra rodem. Specjalnie na te okoliczność pobrałam czytnik e-booków na swój skarlały smartfon. Wszystko zadziałało bez zarzutu i tak wraz z Borką i jego mamą znalazłam się na peronie metra dokładnie w dniu Zagłady.  Pamiętam też chwilę, w której z darmowego opowiadania "Kompleks 7215" przerodził się w pełnoprawną powieść z piękną okładką Dark Crayon, ilustracjami Roberta Adlera i dodatkowymi opowiadaniami. Oczywiście, że pobiegliśmy do księgarni kupić sobie egzemplarz już w dniu premiery. Jak być fanem to na całego, prawda?

11032684_10202411894417289_207465324_o

Czytanie tej książki sprawiało mi jednocześnie frajdę i wywoływało zirytowanie. Radość brała się z tego, że zaczęłam nagle myśleć o codziennych przejazdach do pracy w zupełnie inny sposób. Ach, tu kończy się moja Twierdzunia, teraz wkraczam na tereny Kryształowego Pałacu. Uwaga! Zaraz musimy się przemknąć pod nosem Świętego Krzyża. Może jutro ruszymy na Inflanty? Czas na wizytę u Słoików, można iść spokojnie, Zegarowa nie patrzy... Co mnie irytowało? Cholera! Dlaczego nie rozwinął tego wątku? A tu? czemu tu jest tak mało o tym? Dlaczego ta książka jest taka niedoskonała?! HALO? Więcej, chcę więcej! Wdzięczność za literacką wizję mieszała się z głodem. A wiecie co robią zakochani i wygłodniali fani?  Piszą fanfiki. Ja swój już napisałam. Nawet zdążyłam go przeczytać, właśnie jestem na rauszu po lekturze połączonej z pierwszą redakcją tekstu. Ufffffff.  350 000 znaków podziemnej (i naziemnej) żeglugi. Czas teraz wszystkie poprawki nanieść na plik i oddać "Upadłą świątynię" w ręce władcy tego alternatywnego świata.

© UPADŁA ŚWIĄTYNIA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci